środa, 6 listopada 2013

Rozdział 3 " Horkruks"

Harry siedział przy swoim biurku wypełniając zaległe dokumenty i raporty. Była to smutna część pracy aurora. Każdy z nich musiał napisać raport z przeprowadzonej misji, a Harry nie mógł teraz liczyć na talent i niezawodną pomoc Hermiony. Jego raporty były często niekompletne i tylko dzięki magicznemu pióru nie popełniał błędów ortograficznych. Młody auror siedział w papierach już trzecią godzinę, przez gabinet ciągle przechodzili jacyś ludzie. Każdy z nich pozdrawiał Harrego bądź uśmiechał się do niego. Chłopak zmuszony był odpowiadać na wszystkie oznaki dobrego wychowania pracowników ministerstwa. W pewnym momencie, gdy Harry kończył raport o czarodzieju, który zniszczył sklep zoologiczny, bo nie potrafili pomóc jego kotu, przez gabinet przeszła postać. Harry zignorowałby to, gdyby nie to że to nie ta osoba zignorowała aurora. Nie, żeby to mu przeszkadzało, ale zdziwiony podniósł wzrok. Na środku gabinetu stał Draco Malfoy. Ubrany w piękną, fioletową szatę w ręku trzymał plik dokumentów, który rzucił na biurko Pottera.
- To raport Międzynarodowej Komisji do spraw szkolnictwa i bezpieczeństwa...
- Co ja mam do tego? - Harry spojrzał zdziwiony
- Masz go przejrzeć i sprawdzić zgodność z naszymi przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa w szkołach - spokojnie wyjaśnił Draco, choć na twarzy ukazał się chytry uśmieszek.
- Masz to zrobić na wczoraj i zanieść do ministra - rzucił wychodząc z pokoju nawet nie patrząc na byłego szkolnego rywala.
- Ok - mruknął młody auror biorąc w dłonie kartki.
Wyleciała z nich mała karteczka, na której napisano bardzo ładnym pismem: Nie chcę sam jeść. Bądź na stołówce na obiedzie.
Harry wiedział, że to pismo Malfoya, nie raz widział jak blondyn podpisywał się na listach czy testach. Nie wiedział co ma myśleć o zaproszeniu, ale zdecydował się je przyjąć. Też nie chciał sam jeść.
Gdy zbliżała się pora obiadu i poszczególne piętra ministerstwa pustoszały, Harry machnął różdżką
- Incognio - dokumenty zamieniły się w zwykłe, czyste kartki papieru. Taki był obowiązek każdego aurora. Nie mogli dopuścić, by ktokolwiek czytał raporty o najniebezpieczniejszych czarodziejach.
Chłopak właśnie wychodził z gabinetu, gdy usłyszał donośny głos ministra słyszany dobrze na całym piętrze aurorów.
- Wszyscy aurorzy i Czarodziejska policja mają stawić się w pokoju obrad.
Harry zdziwiony zajrzał do gabinetu swojego kolegi Seamusa, razem z nim wyszli z piętra kierując się do windy. Pokój obrad znajdował się na tym samym piętrze, co gabinet ministra magii.
- Ciekawe o co chodzi - Potter był szczerze zaciekawiony, bo liczył na ciekawą odmianę w jego na razie monotonnej pracy w papierkach.
- Znając życie, znowu znaleźli coś należącego do tej skorupy i mają stracha sami to sprawdzić - Seamus machnął dłonią lekceważąco.
- Może - zgodził się Harry.
Od czasu upadku Voldemorta, bardzo często natrafiano na ślady jego czarnoksięstwa. Znajdowano przeklęte przedmioty, zaklęte domy czy nawet zaczarowanych ludzi ciągle ślepo wierzących w powrót Czarnego Pana. Większość z tych rzeczy nie była groźna,ale niedawno trafili na zaklęty miecz bijący bez litości wszystkich próbujących go dotknąć. Trzech pracowników czarodziejskiej policji trafiło do Świętego Munga z rozległymi ranami ciętymi. Miecz udało się obezwładnić dopiero po konsultacji z portretem Dumbledore'a. Były dyrektor Hogwartu wyjawił ministerstwu stare zaklęcie, które zdjęło klątwę z broni.


W pokoju znajdował się tylko wielki stół, przy którym siedzieli szefowie departamentów i większość aurorów. Harry usiadł obok Seamusa, a z drugiej strony siedział Ludo Bagman bardzo ucieszony ze swojego sąsiedztwa. Głos zabrał Kingsley Schaklebolt.
- Wezwałem wszystkich, ponieważ wczoraj Dawlish - wskazał dłonią wysokiego aurora, który skłonił głowę - Dokonał pewnego odkrycia. W lesie niedaleko rezydencji Lestrangeów znalazł naszyjnik - Harry lekko podniósł głowę - Był to naszyjnik rodu Lestrange w czym upewniły nas zaklęcia. Co dziwne, był on otwarty.
- Otwarty? - Ludo rozszerzył zdziwiony oczy. Kingsley kiwnął głową.
- Nie mamy pojęcia czemu naszyjnik był otwarty i czemu w ogóle ktoś miał coś do niego wkładać. Departament Tajemnic zajmuje się tą sprawą.
W tym momencie podniósł się wysoki czarodziej z bujną, brązową brodą. Edward McGonagall, brat Minerwy McGonagall, szef Departamentu Tajemnic.
- Początkowo nie wiedzieliśmy co to jest. Zaklęcia i próba ciała upewniły nas, że to horkruks - zakończył smutnym głosem.
- To niemożliwe, zniszczyłem wszystkie horkruksy Voldemorta.!!! - Harry krzyknął wstając
- Prawdą, jest że zniszczyłeś wszystkie horkruksy Voldemorta. To był horkruks Bellatrix Lestrange. Został otwarty dwa dni temu co oznacza, że Bellatrix ożyła - stary czarodziej usiadł w krześle czekając na wybuch.
W sali zapanowała burza.
- Molly Weasley zabiła Bellatrix Lestrange!! Ona nie może żyć... - Ludo był zszokowany.
- Jak ona dowiedziała się jak to się robi?? To potężna czarna magia - krzyknął ktoś
- Musimy ją zabić - ktoś uderzył w stół.
- Spookóój! - minister magii wystrzelił cienki biały promień wydający straszny dla uszu pisk. Po kilku sekundach zapadła cisza.
- Musimy dowiedzieć się gdzie obecnie przebywa Bellatrix Lestrange i czy na pewno miała tylko jednego horkruksa. Ktoś musi przeszukać jej dom i zadbać o bezpieczeństwo tych śmierciożerców, którzy wyrzekli się Voldemorta. Na pewno będzie chciała się mścić. Podzielimy się na zespoły.
Harry, który został przydzielony z Finniganem do przeszukania rezydencji Malfoyów usłyszał hałas za drzwiami. Uspokajając resztę zebranych, wyszedł sprawdzić co się dzieje.
******************************************************************************
Draco siedział skulony za drzwiami trzymając w uchu sznurek. Przydatne, przyznał w duchu i podziękował Weasleyom za ich pomysłowość. Zamarł, gdy usłyszał treść posiedzenia. Zrozumiał, że jego matka, Narcyza jest w niebezpieczeństwie. Nie czekając sekundy dłużej, wstał deportując się z ministerstwa. Poczuł, że jeszcze w ministerstwie ktoś go obserwował, ale nie obchodziło go to. Szybkim krokiem udał się do swojego domu. Otworzył drzwi szarpnięciem i wpadł do salonu. W środku stali Narcyza i Alberto. Mieli przerażone miny.
- Uciekaj, to zasadzka.. - Narcyzie zaczęły z oczu lecieć łzy.
Draco odwrócił się wyjmując różdżkę. Za wolno. Poczuł jak w pierś uderza go zaklęcie, a on sam wypuszcza różdżkę upadając na kolana.
- I mamy całą rodzinę zdrajców we własnym domu. Nie spodziewałabym się tego po tobie siostro. A po tobie Draco tym bardziej, zawiedliście mnie - tuż przed młodym czarodziejem stała Bellatrix Lestrange. Nie miała już gęstych, czarnych włosów i jasnej, wyrazistej cery. Jej twarz była strasznie blada, palce miała wydłużone, a oczy przekrwione. Patrzyła na Draco, a w jej oczach była czysta pogarda i złość tak wielka, że chłopak odwrócił od ciotki wzrok.
- Jak? Jak wróciłaś? - Narcyza patrzyła na siostrę zszokowana.
- A to jest niesamowita historia i z chęcią was nią uraczę. Zanim jednak przejdziemy do miłej części mojej wizyty, bądźcie tak łaskawi przedstawić mi tego młodzieńca - machnęła ręką na Alberto, który stał w szoku od chwili, gdy Bellatrix wytrąciła mu różdżkę.
- Jestem Alberto Galilei - chłopak odzyskał głos - potomek Galileusza i czarodziej czystej krwi - dodał po chwili.
- Tego akurat się domyśliłam. Inaczej nie byłoby cię tutaj - parsknęła śmierciożerczyni.
- Powiedz mi czego tutaj szukasz? Sprowadzają cię interesy?
Alberto spojrzał na Narcyzę, która niepostrzeżenie pokręciła głową patrząc na Draco. Blondyn również pokręcił głową ze strachem i bólem w oczach trzymając się za szatę na piersiach. Młody czarodziej wyprostował się dumnie, podszedł do Bellatrix i cicho wyznał.
- Jestem Alberto Leonardo Rafael Galilei. Jedyny potomek rodu Galileuszów, najstarszego rodu w kontynentalnej Europie. Jestem także...kochankiem Draco Malfoy... - przerwał i po chwili zawył z bólu lądując po drugiej stronie pokoju.
- Crucio!! - ryknęła Bellatrix celując w chłopaka.
Alberto krzyknął i zwijał się w spazmach bólu miotając się bezsilnie po podłodze. Draco również krzyknął doskakując ku ciotce..
- Confringo - zaklęcie odrzuciło siostrzeńca na szafę. Blondyn upadł bezsilnie z rozwaloną ręką i nogą przygniecioną przez ciężką dębową szafę. Narcyza pobiegła do syna i zaczęła go cucić.
- Draco, jedyny potomek Malfoyów gejem?? Nie dopuszczę do tego, nie pozwolę na to.. Nie teraz, kiedy Lucjusz jest w więzieniu! Crucioo!! - kolejne zaklęcie torturujące ugodziło we włocha. Chłopak jęknął i oddychał ciężko,zaczął płakać i dygotać, gdy przez ciało przechodziły mu porażające fale bólu.
- Słyszałeś o Longbotommach? Długo cierpieli, o wiele dłużej niż ty, ale byli też o wiele silniejsi od ciebie - Bellatrix uśmiechnęła się upiornie - Crucioo - ryknęła po raz trzeci uderzając go klątwą.
- Zaraz będzie tu ministerstwo - Narcyza wstała osłaniając syna własnym ciałem. - Nie pozwolę ci uciec - podniosła różdżkę.
Bellatrix zaczęła się śmiać
- Nic mi nie zrobisz. Nie jesteś już tą Narcyzą - zaakcentowała ostatnie zdanie.- Avada Kedavra!!! - zielony promień znów pomknął ku Narcyzie.
Kobieta zamknęła oczy spuszczając głowę. Po chwili usłyszała krzyk, kobiecy krzyk. Otwierając oczy zobaczyła jak Bellatrix pada ugodzona zaklęciem przez Harrego Pottera.
Po chwili wstała i zaśmiała się. Złapała Alberto i razem z nim deportowała się z dworu Malfoyów. Narcyza nie zastanawiając się długo, uklęknęła przy synu. Tuż przy niej znalazł się Harry. Spojrzał na Draco i powiedział szybko podnosząc go i opierając nieprzytomnego na swoim ramieniu.
- Zabieram go do Munga. Zaraz pojawią się tu aurorzy. Proszę zostać - powiedział krótko i deportował się z byłym śmierciożercą.


Szpital świętego Munga był wyjątkowym miejscem. Leczyło się tu najróżniejsze schorzenia i różne wypadki magiczne. Już w sali wejściowej, młody auror zobaczył młodą czarownicę z dłońmi na biuście. W oczy rzucił mu się też młody chłopak z przypaloną dłonią i łuskami smoka na kurtce. Ignorując spojrzenia i zapytania wszystkich obecnych, Harry podszedł do recepcji i wskazał dłonią Draco
- Dostał zaklęciem i upadł na szafę. - powiedział krótko patrząc na recepcjonistkę.
- IV piętro - mruknęła cicho zerkając na byłego śmierciożercę. Oddział Zachariasza Smitha - po czym odwróciła się do następnego petenta.
- Świetnie - mruknął Harry, który nigdy nie lubił napuszonego puchona.
IV piętro było oddziałem urazów po zaklęciowych. Młody czarodziej zobaczył tutaj jak pacjenci leżą nieraz przykuci do łóżek, a niektórzy z nich oddychają ciężko nie mogąc pozbyć się bólu dręczącego ich wnętrza. Szybkim krokiem prowadził Dracona przez korytarz w końcu dochodząc do drzwi z napisem Oddział Zachariasza Smitha. Pchnął je nogą i wszedł z byłym ślizgonem do środka. Zachariasz właśnie stał nad leżącym pacjentem wykonując skomplikowane ruchy różdżką. Widząc wpadającego Harrego z Draco, machnął różdżką i podszedł do nich.
- Co to ma być? Ja tu pracuję i leczę ludzi. To nie ministerstwo, gdzie można wchodzić i wychodzić jak w chlewie. Tu są ciężko chorzy ludzie potrzebujący spokoju - miał cichy głos, ale w oczach widoczna była furia - Czego chcecie? - mruknął w końcu.
Harry odsłonił Draco kładąc go na łóżku.
- Dostał jakimś zaklęciem i upadł na szafę, która przygniotła mu nogi - Harry patrzył na zamknięte oczy Malfoya.
Zachariasz spojrzał na Harrego
- I co z tego? Poleży i przeżyje. Po jego zaklęciach leczyłem ludzi miesiącami.. - były Puchon podniósł oczy ku górze - Wytrzymał Voldemorta, wytrzyma i to.
- Co ty gadasz? Zbadaj go - młody auror był zszokowany
- A ty co? Zakochałeś się w nim? - uzdrowiciel się zaśmiał, ale zaczął wykonywać nad ciałem Draco skomplikowane ruchy różdżką mrucząc ciche zaklęcia. Po paru minutach przerwał.
- Nic mu nie będzie. Dostał zaklęciem eksplozji, ale był w ruchu, więc nie uszkodziło ono najważniejszych organów ciała. Przytomność odzyska za jakieś dwa dni. Przesłuchanie będzie możliwe za co najmniej cztery. Panno Patil - zawołał w głąb sali, a po chwili z kąta wyszła Padma Patil uśmiechając się do Harrego - Przebierz go i przygotuj mu łóżko. Zleć podstawowe badanie i zadbaj o bezpieczeństwo tej sali - nie patrząc na Harrego skierował się ku wyjściu.
- Nawiasem mówiąc chyba miałbyś szanse, bo odkryłem w jego ciele cudzą spermę - lekarz śmiał się głośno kręcąc głową.
Harry przełknął ślinę zarumieniony. Teraz miał pewność, że Draco był gejem. On sam ostatnio zaczął zastanawiać się nad swoją orientacją. Popatrzył na byłego ślizgona i zorientował się, że martwi się o niego.

Martwię się o Malfoya, pokręcił głową i ucieszył się w duchu, że musi wracać do ministerstwa. To odłoży sprawę jego orientacji, przynajmniej na jakiś czas.

5 komentarzy:

  1. Czekaaaam na kolejna cześć ! Jest mega jak narazie

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm jestem bardzo ciekawa co będzie dalej, nie pozwól czekać zbyt długo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to pierwsze opowiadanie drarry pisane przez chłopaka, na jakie natrafiłam w całym swoim życiu. powiem ci szczerze, że podoba mi się to. zawsze opisy miłości między dwoma mężczyznami są bardziej naturalne pisane piórem mężczyzny bo, cóż, wie, co pisze ;D
    sama fabuła... dość oklepana, ale mimo wszystko przyjemna. dobra na poprawę humoru. przepadam za niekanonicznymi bohaterami, chociaż mimo wszystko niektóre ich zachowania rażą. ale na tym polega cała zabawa z fanfiction.
    Smith jest zdrowo po**erdolony. ani trochę nie podoba mi się jego postawa, no bo mimo całej niechęci, jako magomedyk ma obowiązek pomagania. nawet byłym Śmierciożercom.
    mogłabym się przyczepić powtórzeń, czy tego, że niektóre nazwy własne (m.in "Śmiefciożerca", "Czarny Pan" czy też "Chłopiec Który Przeżył") piszesz małą literą. to błąd, więc postaraj się tego pilnować ;)
    generalnie jestem na tak. a nawet na OH, TAK, PISZ DALEJ, JESTEM CHOLERNIE TEGO CIEKAWA!
    xo!
    cat-eater.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi słyszeć tyle pozytywnych uwag. Te negatywne także przyjmuję z pokorą :)
      Nigdy nie lubiłem Smitha, więc dałem sobie prawo trochę go zmienić. Ale zapewniam, że odegra jeszcze ważną rolę :)

      Usuń